czwartek, 16 kwietnia 2015

Wilcze prawo ...

W życiu każdego przychodzi taki moment,kiedy trzeba dokonać wyboru pomiędzy właściwym i nie właściwym,dobrem i złem,między światłem i ciemnością.
Co dla większości jest ciemnością i niezrozumiałą otchłanią, dla innych jest świetlistą drogą ku spełnieniu.
Balans na pograniczu światła i ciemności jest niebezpieczny, ale daje najwięcej adrenaliny, pobudza "wilczy instynkt".
Uwielbiam to "wilcze prawo". Zapach nowej zwierzyny nęcący nozdrza,ten słodki smak triumfu, gdy przeciwnik wije się konając u Moich stóp.Nie ważne, że był bardziej doświadczony,silniejszy, a ona należała do Niego.Nie obowiązują Mnie terytoria, zasady ... Tak naprawdę nigdy nie obowiązywały. Wielu już uważało,że Leo Brass dał się "udomowić", "ugłaskać", stracił "wilczy węch". Powoli go odzyskuje, ku przestrodze dla innych. Uczono Mnie,że przetrwają nie ci najsilniejsi, najbardziej doświadczeni,ale ci najbardziej wytrwali i przebiegli. Czasami, by coś zdobyć trzeba się przyłączyć do sfory, lub ... Stworzyć swoją:)

środa, 8 kwietnia 2015

Proste prawdy ...

W BDSM naprawdę spełnieni są Ci, którzy podążają własną drogą,przestrzegając swoich zasad,wypracowanych i sprawdzonych w czasie wieloletniej praktyki. Potrafiący połączyć swój pierwotny instynkt zdobywcy i dominatora z  inteligencją i wyczuciem. W klimacie nie powinno być miejsca dla grzecznych Masterów wyznających zasady głoszone przez oderwanych od klimatycznej rzeczywistości "Mędrców",którzy najczęściej są  teoretykami niż praktykami,z zawziętością tępią, każdy objaw wolnomyślicielstwa.Traktując to jako zamach na ich"tylko słuszne zasady",swoistą"mantrę".
BDSM to miejsce dla świadomych swej natury,znających swoją wartość i pozostających zawsze sobą,bez względu na okoliczności,a przede wszystkim szczerych,czasami nawet do bólu.

Nie od dziś wiadomo,że  prawdziwy,pewny siebie dominujący potrafi wydobyć z uległej  głęboko skrywaną naturę,pragnienia.Uwolnić od wszelkich oporów i granic.Uczynić wolną i szczęśliwą.

Paradoks polega na tym, że ten sam dominujący często zagłusza swoje własne pragnienia,celowo stawia sobie ograniczenia,rezygnuje z "pójścia o krok dalej". Tłumaczy to sobie kompromisem,którego cena jest szczęście Jego i uległej.
A tak naprawdę ... Przestaje być sobą. Popada w letarg.

Rutyna zabija.Zabija wszystko co w człowieku,dominującym najlepsze,najoryginalniejsze,wyjątkowe.Co przyciąga innych do jego skromnej osoby.

Ilu dominujących męczy się w sztywnym garniturku "dominującego dżentelmena", z lenistwa kieruje się zasadami"mędrców",odrzucając swoje własne,zatraciło swój pierwotny instynkt i naturę?

Czas się obudzić:)